Zielony laser pointer 100mW

Cała moja zabawa w zmotoryzowanie montażu Dobsona, a dalej jego skomputeryzowanie, ma na celu wykonanie systemu zbliżonego do GoTo. System musi wiedzieć, jak jest zorientowany, więc trzeba go wycelować w Gwiazdę Polarną (pomijam kilka dalszych etapów kalibracji), po czym znane będą kierunek północny i wysokość GP nad horyzontem. Każdorazowa kalibracja przy uruchamianiu zestawu jest konieczna choćby dlatego, że tubę teleskopu przenosimy oddzielnie i trzeba ją ponownie posadzić na montażu. Posługiwanie się szukaczem optycznym w tym przypadku mija się z celem: jest to metoda niedokładna i baaardzo niewygodna. Stało się dla mnie oczywiste, że mój teleskop powinien zostać  wyposażony w zielony laser pointer.

Na rynku jest mnóstwo wszelakich wskaźników laserowych, także zielonych. Mają one jednak pewną wspólną wadę: w zimowych warunkach bardzo szybko tracą moc. Amatorzy tych urządzeń w kontekście astronomii posiłkują się grzałkami, dorabiają zewnętrzne zasilanie i robią inne cuda, a istnieje wszak dużo prostszy sposób na bezproblemowe działanie lasera, nawet w zimie. Firma Astrokrak z Krakowa wykonuje pewien test, polegający na umieszczeniu na jakiś czas lasera wraz z akumulatorem (3.7V, Li-Ion, 3800mAh) w zamrażarce, po czym sprawdza się moc lasera i odpowiednio się go klasyfikuje. Ja właśnie zakupiłem wskaźnik o mocy 100mW. Po kilku sekundach świecenia sobie na skórę zacząłem odczuwać narastające przypiekanie… To nie jest zabawka, dlatego wskaźnik jest wyposażony w stacyjkę z kluczykiem.

01 - widok i kluczyk

Nie mogłem się doczekać nocy. Wielokrotnie widziałem zdjęcia przedstawiające widok wiązki lasera skierowanej w nocne niebo,  która wygląda, jakby dotykała obiektu. Spowodowane jest to doskonałą  równoległością linii wzroku i wiązki lasera. U mnie i u znajomych efekt ten spowodował dosłownie opad szczęki. Urządzenie „sieje” światłem trochę na boki, więc nie będzie włączone na stałe. Na kolejnym zdjęciu, poniżej wiązki widoczny jest sznur na pranie. Zdjęcie zostało wykonane kamerą telefonu bez żadnego dodatkowego oświetlenia.

02 - widok nocą

Jeszcze zanim laser znalazł się w moich rękach, nawet zanim go kupiłem, wiedziałem, że muszę się zmierzyć z uchwytem. Mój teleskop to Bresser Messier, a stopka na nim zamontowana (a nawet dwie stopki!) pochodzą ze stajni Explore Scientific. Nie uzyskałem wsparcia w temacie uchwytu, ale to może i lepiej, ponieważ fabryczne rozwiązania są moim zdaniem nie za bardzo przemyślane – brakuje w nich mechanizmu włączenia lasera na dłuższą chwilę bez konieczności trzymania włącznika. Tak więc zaopatrzyłem się w kawałek czarnej rurki PCV i kilkanaście nylonowych śrubek M5, a z moich zasobów wygrzebałem kilka małych aluminiowych płaskowników i kątowników. Odrobina wycinania, wiercenia i klejenia zaowocowała naprawdę bardzo solidnym uchwytem ze śrubą obsługującą włącznik. Docelowo zamierzam zdejmować laser wraz z uchwytem, więc spodziewam się każdorazowo poprawnie skalibrowanego lasera. Stopka ES posiada bolec na dolnym końcu, dzięki czemu wykonany przeze mnie uchwyt, po dokręceniu dwóch białych nylonowych śrub, znakomicie przylega i mógłbym zapewne podnieść całą tubę, gdybym złapał za uchwyt lasera. Do przyklejenia kątownika i nakrętek do rurki z PCV użyłem kleju dwuskładnikowego, który po zmieszaniu staje się szary, więc zamalowałem go czarnym markerem.

03 - uchwyt
04 - wycinanie i klejenie
05 - całość

Możliwe, że w przyszłości czeka mnie zakup samej stopki ES, ponieważ chciałbym wykorzystać ten zestaw do prawidłowego ustawienia platformy paralaktycznej, której wykonanie mam w planie.

Być może daje się zauważyć, że finalna wersja uchwytu jest krótsza, niż początkowa. Pierwotny plan zakładał całkowite ukrycie urządzenia w rurce, ale zdałem sobie sprawę, że nie wyjmę akumulatora do ładowania bez wykręcenia lasera z uchwytu. Skróciłem więc rurkę, pozostawiając możliwość złapania lasera za front i wykręcenia tylnej części, uwalniając akumulator.

06 - zamontowane
07 - efekt w nocy

 

 

Reklamy