Okular Vixen SLV 6mm

Posiadany dotychczas zestaw, czyli zwierciadło o ogniskowej 1270 mm i dwa okulary 25 mm pozwalały mi na uzyskanie powiększenia okolo 50×, z dodatkową soczewką Barlow’a – 100×. Widziałem zatem Jowisza i jakieś tam dwa lub trzy pasy na jego powierzchni oraz Saturna i mogę potwierdzić, że ma pierścienie, ale jakość tego opisu odpowiada jakości obrazu, jaki się przedstawiał. Nie można się więc dziwić, że pragnąłem tzw. „power’u”, czyli okularu o mniejszej ogniskowej.

Chyba każdy przechodzi przez to, że dokupuje prawie od razu okulary dające największe powiększenie, jakie się da, bo jesteśmy kamieni obrazami z BBC, Discovery lub z National Geographic. Niestety, obrazy te pochodzą z teleskopu Hubble’a lub innych, astronomicznie drogich teleskopów. Ale ja także ulegam tej pokusie…

Oryginalny zestaw nie zawierał – jak to często bywa – okularu 10mm, dlatego musiałem taki pożyczyć od znajomych. Był to okular „kitowy” z zestawu 4″ refraktora Sky-Watcher, więc byłem zadowolony, że mogę zobaczyć obraz w lepszym powiększeniu, ale nie spodziewałem się cudów. I bardzo dobrze, bo mogłem stopniować emocje. W międzyczasie studiowałem fora internetowe w poszukiwaniu wiedzy zbudowanej na cudzym doświadczeniu i w końcu znalazłem coś dla siebie. Jako okularnik z astygmatyzmem wybrałem dla siebie okular, który pozwala obserwować obiekty bez przyklejania oka do soczewki, bo ma tzw. „eye relief” (źrenicę wyjściową, odstęp od oka w czasie obserwacji) równy 20 mm, a to jest bardzo wygodne i pozwala na obecność szkła okularów korekcyjnych między okiem, a okularem teleskopu. Jest to możliwe, dzięki zastosowaniu tzw. szkła lantanowego. Cytując kolegę Janusz_P z forum „astro4u.net”, „szkło optyczne z domieszką soli Lantanu nazywamy szkłem lantanowym, charakteryzuje się ono ogólnie dużym współczynnikiem załamania światła i małą dyspersją cząstkową czyli rozsczepieniem swiatła na barwy i dlatego znajduje zastosowanie w wysokiej klasy okularach z daleko odsuniętą źrenicą wyjściową”. Wybrałem więc dla siebie okular lantanowy Vixen SLV 6mm ze sprytnie obmyśloną muszlą oczną wysuwającą się na zewnątrz przy jej przekrecaniu. Ogniskowa 6mm pozwala mi na uzyskanie powiększenia 211×, stosując soczewkę Barlow’a w jej naturalnej konstrukcji powiększenie wzrasta do 422×, a wykrecajac celę z soczewką Barlow’a i wkrecając ją wprost w redukcję spodziewam się powiększenia okolo 300×.

Vixen_SLV_6mm_1
Vixen_SLV_6mm_2

Pełen zapału i emocji wystawiłem więc sprzęt w pierwszy pogodny wieczór i… emocje opadły. W maju/czerwcu pierwszym obiektem możliwym do obserwacji jest zwykle Wenus, potem pojawia się kilka gwiazd (np. Arktur, Wega i epsilony Lutni), dopiero późnym wieczorem mogę popatrzeć na Jowisza. Już przy Wenus się zawiodłem, bo widać było tylko niezwykle jasną tarczkę. Mając jasny teleskop o światłosile F/5 mogłem się tego spodziewać, ale to trzeba zobaczyć osobiście, żeby uwierzyć, że się nie da. Gwiazdki – owszem, punktowe (dobry okular, dobrze skolimowany teleskop, dobra ogólnie optyka), ale zbyt jasne, żeby sprawdzić, czy są punktowe w całym polu widzenia, czy też w jakiejś odległości od środka zaczynają się zniekształcenia. Przyszła następnie pora na Jowisza. Jego wielki dysk jest tak jasny, że widziałem zaledwie zarys pasów chmurowych, ale zaskoczyło mnie to, że dostrzegłem również zarys Wielkiej Czerwonej Plamy, a przynajmniej mam takie silne wrażenie. Jednym słowem, wszystko jest zbyt jasne przy tym okularze. Mogłem spróbować użyć Barlow’a, co przy dwukrotnie większej ogniskowej spowodowałoby odebranie 4× mniejszej ilości światła ale nie o to chodzi. Zapadła więc decyzja: należy kupić filtr przyciemniający obraz. I to szybko.

Aha, byłbym zapomniał, Saturna sobie odpuściłem, a o Księżycu bez filtra to nawet nie ma co myśleć…

Reklamy