Soczewka Barlow’a i kareta króli

Kitowy okular mojego zestawu to 25 mm SuperPlössl w rozmiarze beczki 1,25″. Jako dodatkowy bonus otrzymałem fantastyczny szerokokątny (70°) okular o rozmiarze beczki 2″, ale niestety, również 25 mm, co nie zmienia nic w zakresie powiększenia i co najwyżej pozwala na obserwację rozległych obiektów. Miałem więc do wyboru: dokupienie okularu o krótszej ogniskowej lub soczewki Barlow’a. Przymierzając się do astrofotografii musiałem zdecydować się na na soczewkę Barlow’a, ponieważ dodatkowy okular nie przydałby mi się w połączeniu z lustrzanką. Nie byłem zainteresowany „Barlow’em” 1,25″, więc spodziewane koszty wzrosły kilkukrotnie. Znalazłem bardzo dobre rozwiązanie w postaci używanego, aczkolwiek w idealnej kondycji, dwucalowego „Barlow’a” ×2 marki Revelation z serii ED (w układzie achromatycznym). Jak wyczytałem na forach, jest to dokładnie ten sam produkt, co odpowiadający mu GSO.

20170724_231613

20170724_231820

Cały zestaw podwaja powiększenie, ale jak widać na drugim zdjęciu, można z niego wykręcić element zawierający soczewki i dokręcić je do okularu, co daje powiększenie około ×1,5.

Soczewkę tą kupiłem jakiś miesiąc temu, ale do 24. lipca nie byłem przekonany, czy dokonałem dobrego wyboru. W tym dniu bowiem zrobiła się bardzo ładna pogoda, a cztery dni wcześniej wdrożyłem chłodzenie lustra głównego. Dodatkowo, kilka tygodni wcześniej próbowałem skolimować optykę opierając się na artykule bardzo precyzyjnie opisującym kolimację za pomocą pudełka po kliszy fotograficznej. Nadarzyła się więc okazja, by sprawdzić, co mi z tego wyszło. Oczywiście teleskop wraz z montażem spoczął na wózku z dyszlem.

Zwierciadło chłodziło się około pół godziny. Wycelowałem teleskop w Epsilon Lutni. Wyczytałem kiedyś, że dobry teleskop pozwala na „rozdzielenie” Epsilonów. Zacząłem od okularu bez „Barlow’a”, ale chwilę później doczepiłem również i jego. Wtedy własnie poczułem się, jakbym w pokerze wyciągnął karetę króli. Gwiazdy nie tylko dało się rozdzielić, one były widoczne jako 4 niezależne i diabelnie ostre punkty, bez żadnej komy. Tak więc, po pierwsze, przekonałem się, że chłodzenie to bardzo ważna czynność. Po drugie, stwierdzam, że jak na amatora, wykonałem solidną kolimację. Po trzecie, w chwili obecnej jestem zachwycony moim „Barlow’em” (utrwalę się w tym przekonaniu, jak wykonam kilka lepszych zdjęć). Po czwarte, goniąc za Saturnem chowającym się za dachami sąsiednich domów przetestowałem wózek, na którym spoczywał teleskop.

Wracając do soczewki Barlow’a, polowałem też na Jowisza, ale kiedy skończyłem się zachwycać Lutnią i jej Epsilonami, Jowisz schował się już za drzewo. Pozostał mi tylko Saturn, jednakże nie spodziewałem się rewelacji – Saturn jest ciągle bardzo nisko. Byłem jednak mile zaskoczony. Trudno jest opisać to, co się widzi przez okular, niech więc wystarczy stwierdzenie, że obiekt jest oczywiście większy i bardziej ostry. Na rozmiar wpływa „Barlow”, na ostrość zaś – chłodzenie. Przy najbliższej okazji spróbuję zrobić jakieś zdjęcia, ale nie będzie to łatwe do chwili ukończenia prac nad napędem. Teleskop zyskał płynność w wyniku powieszenia go na łożyskach, ale jednocześnie utracił stabilność wynikającą z niezachowania równowagi. Może uda się też sfotografować Słońce i odnaleźć granulację oraz ostre cienie i półcienie plam.

Reklamy