Łożysko w osi pionowej

Wspaniały to był czas, kiedy zastanawiałem się nad tym, jaki teleskop wybrać, jakiej konstrukcji, jak duży itd. Jak już podjąłem decyzję, że będzie to 10″ reflektor na Dobsonie, pozostało wybrać tylko producenta. Zachwyciłem się Bresser’em, a dokładnie dwoma jego cechami: stabilnością montażu (chwaloną w necie), pozwalająca na załadowanie sporej wagi sprzętu bez większego wpływu na równowagę oraz jakością optyki. Kiedy jednak miałem możliwość operować tym – własnym już – teleskopem, okazało się, że w celu zmiany kierunku w dowolnej osi należy przyłożyć znaczną siłę pokonując opór tarcia. Mogę to zawdzięczać kawałkom teflonu po których ślizga się tłoczona cienka aluminiowa blacha: w postaci pierścienia w podstawie i dwóch pasków na półkolistych sankach trzymających OTA. Akurat te sanki są również zaletą, bo OTA opiera się w czterech punktach, zamiast w dwóch, a dodatkowo można te punkty podparcia przesuwać. Pokonywanie oporu tarcia ma tą brzydką wadę, że zazwyczaj nie trafiam w obiekt (zwłaszcza w powiększeniach większych niż 50×) – po prostu przelatuję dalej i muszę odrobinę wracać. Jest to strasznie denerwujące i właśnie zrozumiałem, dlaczego Dobson nie nadaje się do astrofotografii. No więc przyszła pora to zmienić…

Zacząłem rozglądać się za dużym łożyskiem oporowym. W odróżnieniu od zwykłego łożyska tocznego, łożysko oporowe pozwala na gładkie „przekręcanie” dwóch powierzchni względem siebie, podczas gdy jedna opiera się na drugiej. Poniżej można zobaczyć typowe, małe łożysko oporowe (po lewej) i toczne (po prawej).

łożyska - różnice

Szybko pojawiły się „schody”: koło mojego Dobsona ma 55 cm średnicy, a zastosowane rozłożenie punktów podparcia (3 kawałki teflonu + pierścień z aluminiowej blachy) pokazują poniższe rysunki – łożysko o takich rozmiarach kosztuje majątek.

20170605_20515420170605_205027

Z pomocą przyszedł kolega Krzysztof, który znalazł „złoty środek”: namiastkę łożyska oporowego, które jest przerośniętą formą łożyska tocznego stosowaną w serwisach RTV, w kateringu (do wystawiania dużych tortów lub tac z kanapkami itp.) pozwalającą na swobodne obracanie postawionego na nim obiektu. Pomiędzy dwa wielkie aluminiowe pierścienie najzwyczajniej wsypano mnóstwo stalowych kulek. Całość ma średnicę ok. 45 cm, a kosztuje dosłownie śmieszne pieniądze. Angielska nazwa tego rozwiązania to „Lazy Susan”.

20170605_174149

Radość z zakupionego łożyska była średnia, bowiem jego jakość była również taka sobie. Coś tam ciągle gdzieś tarło i całość nie pracowała płynnie, nie tak, jak jak bym sobie tego życzył. W zewnętrznym pierścieniu jest gwintowany otwór przysłonięty wpuszczoną śrubą na imbus, którym to otworkiem wpuszczono kulki między pierścienie. Postanowiłem wcisnąć tam smar łożyskowy ŁT-43. Wcisnąłem. Za dużo. Łożysko przestało prawie w ogóle pracować. Nadmiar smaru wypłukałem więc benzyną i teraz jest w miarę OK, choć do ideału brakuje. Ale cena łożyska rekompensuje mi tą niewygodę. Jak widać na zdjęciu powyżej, w otworki wetknięte są plastikowe kołeczki, żeby ten tort, czy TV miał na czym spoczywać, ale ja te kołeczki wyjąłem, po czym odsłoniły mi się otworki do przykręcenia wewnętrznego pierścienia do podłoża. Tak więc przykręciłem je trzema śrubami do dolnej płyty montażu, a w sześć otworków w zewnętrznym pierścieniu wetknąłem krótkie śrubki M5, żeby obrotowa część montażu miała na czym się oprzeć. Oczywiście odkręciłem teflonowe kółka, ale aluminiowy pierścień pozostał.

20170605_21435520170605_214405

20170605_214738

W efekcie, po skręceniu całości, mam możliwość porównania: podczas, gdy w pionie nadal mam do pokonania opór tarcia, w poziomie mogę obracać podstawę popychając ją własną twarzą, a dokładnie okolicą oka opartą na muszli okularu. Nie ma tu mowy o przeleceniu teleskopem poza obiekt (oczywiście w płaszczyźnie poziomej), sprzęt zatrzymuje się dokładnie tam, gdzie zdejmuję przyłożoną do niego siłę. Idealnie.

Obecnie trwają prace nad dołożeniem napędu w osi pionowej w postaci silnika krokowego i kilku dodatków. W oczekiwaniu na finał prac nad napędem rozpocząłem usprawnienie zawieszenia w osi poziomej, jak można się spodziewać, również polegam na łożyskach. Nie wiadomo jednak, co będzie pierwsze ukończone, ale efekty zostaną opisane w kolejnym wpisie.

 

 

Reklamy