Platforma na kołach

Kiedy zastanawiałem się nad wyborem teleskopu, nie brałem pod uwagę tego, czy będzie on w miarę mobilny i czy będę mógł go łatwo przemieszczać. Mam tu na myśli przemieszczanie w granicach kilku metrów. Dopiero kiedy spędziłem pierwsze kilka godzin przed i za domem, zdałem sobie sprawę, że mój teleskop mobilny nie jest. Kiedy obserwowany Jowisz skrywał się za dachem domu naprzeciw, ja musiałem zdjąć tubę (OTA, 11,5 kg bez akcesoriów) z montażu Dobsona, delikatnie i bezpiecznie ją postawić gdzieś z boku, następnie przenieść montaż (16,4 kg) we właściwe miejsce i znów ustawić OTA na montażu. To nie miało wiele wspólnego z mobilnością. Wtedy właśnie wpadłem na pomysł wykonania platformy na kołach, ale wydawać by się mogło, że z tym się nie śpieszy, więc platforma trafiła na koniec listy najważniejszych modyfikacji. Tymczasem platforma wyprzedziła kilka innych pozycji.

Tak, jak montaż Dobsona, czy jakikolwiek inny montaż, nie licząc słupa, również i platforma powinna opierać się na trzech punktach, w tym przypadku na kołach, najlepiej skrętnych. Nabyłem więc sprytne kółka 125 mm z hamulcami i blokadami rotacji w osi pionowej. To bardzo pożądana cecha.

koła

Na materiał płyty platformy szukałem grubej sklejki, ale taka duża płyta byłaby strasznie droga. Okazyjnie (za darmo) zdobyłem dwie płyty z MDF’u 18 mm, każda o krótszym boku 67 cm. Koło podstawy montażu ma 55 cm średnicy, a to oznaczało, że nie mam wiele miejsca poza obrysem koła – dokładnie 6 cm w około. Skłaniałem się ku kształtowi trójkąta ze ściętymi rogami, ale ostatecznie płycie tej bliżej jest do Sokoła Millenium, niż do trójkąta 🙂 Przed zabraniem się do wycinania kształtu wywierciłem otwory i przykręciłem koła, co połączyło płyty tymczasowo w jedną całość.

20170706_215313

Płytę ciąłem wyrzynarką z założonym brzeszczotem o dużych zębach do drewna. Cięcia wyszły nadspodziewanie prosto i powstałe powierzchnie wymagały nieznacznego wyrównania tarnikiem.

20170707_171620

Od samego początku zastanawiałem się, jak zmusić montaż to pozostawania na platformie w czasie przemieszczania całości. Montaż posiada trzy gumowe nóżki w kształcie ściętego stożka, z pomocą przyszedł więc kupiony rok wcześniej frez stożkowy. Najtrudniejszym zadaniem było wyznaczenie miejsc na otwory. Rozebrałem więc montaż, wykręciłem nóżki i cienkim wiertłem przewierciłem koło montażu na wylot. Następnie ułożyłem koło dokładnie tam, gdzie planowałem i nawierciłem otworki w płycie platformy. Potem już w ruch poszedł frez.

20170707_231813

20170708_001503

Po tej operacji mogłem skleić płyty klejem do drewna, ponownie zamontować kółka, wyrównać boki tarnikiem, zaokrąglić wszystkie krawędzie, a następnie oszlifować papierem ściernym. Oszlifowana z każdej strony na gładko płyta platformy nie była na tym etapie odporna na wilgoć (nie zakładam wystawienia jej na deszcz…), zatem należało zabezpieczyć ją specjalnym mleczkiem gruntującym. Takie mleczko działa identycznie, jak grunt do gładzi gipsowej: wiąże i impregnuje powierzchnie płyty, zwłaszcza te powstałe przez cięcie. Każdą stronę malowałem osobno, dzień po dniu. Po zagruntowaniu przyszła kolej na szlifowanie, a następnie na malowanie ostateczne. Pomyślałem sobie, że ten mój teleskop jest jakiś taki zbyt biały, więc na wszelkie dodatki wybrałem czarny półmat, czyli satynę. Malowanie oczywiście wałeczkiem z gąbki, również jednego dnia jedna strona.

20170712_065513

20170713_175118

20170713_175033

Oto jak prezentuje się teleskop wraz z montażem na platformie. Nóżki idealnie osiadają w stożkowych dołkach, zagłębiając się do połowy. Daje to wystarczającą stabilność: przemieszczanie platformy nie grozi przechyleniem teleskopu, a nawet przypadkowe trącenie zestawu nie wydaje się mu zagrażać. W końcu 28 kg robi swoje.

20170713_180513

Na tym etapie pojawił się pewien problem. Otóż nie da się sterować kierunkiem przemieszczania platformy ciągnąc lub pchając sam teleskop/montaż, ponieważ w pierwszej kolejności obraca się górna część montażu. Wymyśliłem więc coś na kształt dyszla i mam nawet pewien pomysł, ale na opis, jak zwykle, będzie trzeba poczekać do momentu, kiedy to zrealizuję.

Aktualizacja: lipiec 23, 2017

Dosyć długo szukałem materiału na dyszel dla mojego wózka: trzonka do łopaty z uchwytem w kształcie litery D, nawet przyzwoitego „dawcy” nie znalazłem w postaci nie zniszczonej łopaty. W końcu wczoraj (22 lipca) kupiłem całkiem fajną łopatę, niestety, całą wykonaną z metalu. Należało ją obciąć szlifierką kątową, w otwór w metalowej rurze trzonka wetknąć na sztywno jakiś kawałek innego prostego kija jak od miotły i zabezpieczyć go wkrętami, żeby się nie wysuwał z metalowej rury. Dalej należało centralnie w osi wywiercić otwór i wkręcić weń haczyk z zamkniętą pętelką na końcu. Drugi taki haczyk powinien znaleźć się w przedniej, wysuniętej części wózka, dokładnie pomiędzy śrubami przedniego koła. Miejsce to jest wzmocnione własnie tymi śrubami, więc płyta w miejscu sklejenia nie będzie się rozwarstwiać przy wkręcaniu haczyka. Oba haczyki na koniec połączone mają być pętelką z gwintowanym złączeniem, żeby wyjść na przeciw ewentualnej sztywności dyszla i zabezpieczyć zestaw przed przypadkowym rozłączeniem (brzmi, jakbym pisał o wagonach kolejowych…).

20170722_135159

20170722_143014

20170722_151808

20170722_151723

Po wykonaniu i zamontowaniu dyszla pierwszym testem było przewiezienie wózkiem dwójki moich dzieciaków po trawie ogrodu. Test wypadł pomyślnie, dzieciakom nic nie jest, to pewnie i teleskop wytrzyma… 😉

W chwili obecnej mogę bezpiecznie przemieszczać teleskop o obrębie kilkunastu metrów – np. w zasięgu przedłużacza 25 m niezbędnego do zasilania silników i elektroniki – bez konieczności demontowania zestawu. Dla pewności pochylam OTA prawie do poziomu i podtrzymuję drugą ręką, ale trzy gumowe nóżki wpuszczone w otwory w wózku bardzo solidnie trzymają Dobsona w miejscu.

Reklamy