Wybór, zakup i wrażenia.

Dobrze jest mieć świadomość, ile w tej dziedzinie zależy od jakości wykonania. Ale kiedy nie masz grubego portfela, to pojawia się pewien problem. Dość łatwo jest kupić kompletny i zarazem tani zestaw, ale później trafiasz na schody: za krótka ogniskowa, za mała średnica, słaba optyka, niestabilny montaż, brak napędu i tym podobne. Zaczynasz powątpiewać: „A mogłem poczekać”, „A mogłem trochę dołożyć” itd.

Zacząłem oglądać, co jest dostępne i w jakiej cenie, w granicach moich możliwości. Z jednej strony kusił mnie „Newton” 8″, o którym czytałem, że ma bardzo dobry stosunek jakości obrazu do ceny. Z drugiej strony kusił dobry montaż paralaktyczny, najlepiej z pełnym napędem. „Newton” zwykle kupowany jest na montażu Dobsona, co czyni go atrakcyjnym cenowo, ale ogranicza zabawę raczej do obserwacji wizualnych. Dobry montaż paralaktyczny zaś otwiera drogę do astrofotografii. Astrofotografia, taka na serio, to wydatki porównywalne z samym teleskopem i montażem razem wziętych. Tak więc w miarę czytania opinii i przeglądania forów przeważać zaczęły zalety reflektora na montażu Dobsona. A na dodatek wyczytałem, że zwierciadło od 8″ wzwyż pozbawione jest aberracji sferycznej.

Kolejnym zagadnieniem jest rozmiar zestawu, a więc jego mobilność. Mieszkam w dużym mieście, bardzo rozświetlonym. Mogę sobie pozwolić na wystawienie sprzętu do ogródka za domem, ale oprócz Słońca, Księżyca, Wielkiego Wozu, Kasiopei, Wegi, Jowisza i Saturna naprawdę niewiele widać. Musiałem więc liczyć się z mobilnością, jeśli chciałem zabrać teleskop w jakąś dzicz. W oczy dosłownie rzucił mi się Sky-Watcher Flex Tube. Jak widać, można ten teleskop nieźle skrócić, co umożliwia posadzenie go na tylnym siedzeniu lub wstawienie do bagażnika.

Sky-Watcher_Flex_Tubefoto: http://www.rothervalleyoptics.co.uk

Ta konstrukcja ma jednak ogromną wadę: byłby spory problem powiesić taki teleskop na montażu paralaktycznym, kiedy już będą na niego pieniądze. Zapewne dałoby się to jakoś zrobić, ale należałoby zdemontować mocowanie osi. Poza tym, nie mogę oprzeć się wrażeniu, że prędzej czy później, pręty trzymające górną cześć że zwierciadłem wtórnym i wyciągiem nabiorą luzów. Tak oto Sky-Watcher Flex Tube zniknął z listy rozważaniach teleskopów.

Pojawił się pierwszy istotny priorytet: najpierw dobry teleskop na montażu Dobsona, długa zabawa, a potem ewentualnie porządny montaż paralaktyczny. Spośród reflektorów od 8″ wzwyż zacząłem przyglądać się konstrukcji montażu Bresser Messier. Zamiast doslownie osi poziomej zastosowano w nim sanki w kształcie połowy koła. Sanki te, wyłożone aluminiową taśmą, slizgają się na profilu, również o półkolistym kształcie, wyposażonym w po dwa kawałki teflonu po obu stronach. Podstawa zapewne skonstruowana jest podobnie do innych Dobsonów. Opinie na forach wyrażają zarówno zalety, jak i wady tego rozwiązania. Zaletą jest stabilność teleskopu, nawet niewyważonego na skutek zamontowania lustrzanki i dodatkowego sprzętu. Wadą jest, że trzeba przyłożyć większą siłę, żeby podnieść tubę. Użytkownicy zachwalają jednak kitową optykę. Wprawne oko dostrzeże pewną różnicę w konstrukcji wyciągu okularowego w stosunku do pozostałych, typowych rozwiązań. Bresser Messier posiada 2,5″ wyciąg zwany HEXAFOC, z uwagi na swój sześciokątny kształt. I znów rozbieżności: jedni chwalą, inni wręcz przeciwnie. Dla mnie najbardziej miarodajną była opinia, że focuser ten nie „rozjeżdża się”, trzyma nastaw nawet przy zapiętej ciężkiej lustrzance. Podjąłem więc decyzję: Bresser Messier. Poza tym, najzwyczajniej spodobał mi się.

Bresser-Mesier-10foto: http://www.rothervalleyoptics.co.uk

Jak widać, tuba ta oparta jest na montażu za pośrednictwem dwóch pierścieni, do których dokręcone są sanki. Podświadomie czułem, że jeszcze mi się to do czegoś przyda.

W pewnym momencie pojawiła się pewnego rodzaju premia, co sprawiło, że moje ambicje wzrosły o 2″: zapragnąłem zwierciadła 10″. O ile mnie pamięć nie myli, ma ono o 56% większą powierzchnię w stosunku do zwierciadła 8″.  Żeby nie było zbyt kolorowo, producent dostarcza w zestawie tylko jeden okular 25 mm, za to w konstrukcji Super Plossl, czyli czterosoczewkowy układ złożony z dwóch achromatycznych dubletów. Przełknąłem ten jeden okular i od tej chwili czekałem na moment zakupu, a potem dostawy. Żeby nie marnować czasu, czytałem ile się da, niezbędną teorię potrzebną do pierwszych udanych obserwacji, nawet przy zaśmieconym światłem niebie nad ogrodem.

Aktualizacja: czerwiec 8, 2017

Tak się pośpieszyłem z pisaniem o pomysłach i modyfikacjach, że zapomniałem opisać wrażenia towarzyszące otwarciu pudeł i uruchomieniu całości. Mowa tu o dwóch pudłach, ponieważ w jednym znajdował się teleskop, a w drugim – montaż Dobsona, nomen omen, do samodzielnego montażu.

Kiedy otwarłem większe pudło, standardowo było w nim drugie, deczko mniejsze – dobry zwyczaj, to zapewnia teleskopowi dodatkowa ochronę. Tuba (OTA) znajdowała się pomiędzy dwoma piankami z tworzywa zabezpieczającymi jej końce. Wyglądała jak kawałek rury kanalizacyjnej. Moja żona wykrzyknęła: „O Boże, co to jest?” A kolega, jak to zobaczył, napisał mi tylko: „W takim kotle to Ci dopiero żona bigosu ugotuje!” Teleskop w pozycji pionowej na montażu sięga mi do pachy. Tuba ma niecałe 31 cm średnicy. Cały zestaw ma aż 132 cm wysokości, a sama tuba – 120 cm. Tuba z dokręconymi akcesoriami wazy 13 kg, a cały teleskop razem z montażem – prawie 28 kg. Bydlę jest tak wielkie i nieporęczne, że aby je przestawić choćby o 1 m, muszę zdjąć i odstawić tubę, przemieścić montaż i ponownie umieścić tubę na montażu. Żeby zaś zdjąć tubę, muszę ją objąć oburącz, chwytając za boczne sanki lub podnieść jak dziecko na rękach. Wszystkich zainteresowanych dużym teleskopem i nie dysponujących przy tym osobnym pokojem i ciężarówką przestrzegam przed zakupem takiego monstrum. Ale za to obraz jest całkiem całkiem…

W pudłach, oprócz OTA z mocowaniem oraz montażu Dobsona, znalazłem lunetkę celowniczą 6×30, jeden okular 25mm SuperPlössl, przedłużkę wyciągu 2,5″ i redukcję z 2″ na 1,25″. Mała ta lunetka, ale po co większa? Szkoda, że nie dostarczono soczewki Barlow’a i drugiego okularu, np. 10 mm. Zaniepokoiło mnie, że mocowanie lunetki celowniczej jest z plastiku. Może kiedyś wymienię to na porządny metalowy uchwyt, a może nie – jeśli okaże się wytrzymałe. W jednym z pudeł była też niespodzianka w ramach „special promotion” warta 79€: szerokokątny (70°), 2″ okular 25mm, w którym zastosowano wielokrotnie powłoki. Z pewnością się przyda, kiedy wyjadę za miasto pooglądać Andromedę i inne rozległe obiekty. Zdjęcie poniżej przedstawia oba okulary, jakie otrzymałem z teleskopem.

okulary_kitowe_2

Producent zastosował w tym teleskopie nietypowy 2,5″ wyciąg okularowy zwany HEXAFOC i wyposażył go w ukośnie uzębienie focuser’a. To rozwiązanie ma zapewnić niezmienność nastawu nawet w przypadku zamocowania ciężkiego sprzętu.

Konstrukcja montażu jest bardzo stabilna, OTA a ni razu nie było zagrożone upadkiem z montażu. O czym się później dowiedziałem empirycznie, nawet lustrzanka zamocowana na wyciągu okularowym nie powoduje opadania tuby, co jest zasługą nietypowego zawieszenia. Jak wspomniałem wyżej, zaletą i wadą tego rozwiązania jest duże tarcie. Wada objawia się, kiedy próbuję delikatnie nadążać za obiektem, ale siła konieczna do pokonania oporu tarcia powoduje, że teleskop, kiedy już ruszy, to zatrzymuje się dużo dalej, niż chciałem. I tu własnie pojawia się idea wyposażenia zestawu w dwa napędy w oparciu o silniki krokowe. Chwilę później pojawia się ból głowy, bo bez kilku modyfikacji zawieszenia teleskopu jego zmotoryzowanie może nie być wykonalne. Tzn. pewnie da się zrobić, ale może nie działać, własnie z powodu tarcia.

Wrażenia z uzyskanych obrazów są niezapomniane. Oczywiście na pierwszy ogień poszedł Jowisz. Dysponowałem dwoma okularami 25 mm oraz akcesoriami z opisanego w poprzednim wpisie reflektora 76 mm firmowanego przez National Geographic. W tym „małym” zestawie znajduje się okular 25 mm, drugi okular 4 mm i soczewka Barlow’a ×2. O ile ten okular 4 mm to całkowita porażka, o tyle ten 25 mm i Barlow – w połączeniu z Bresser’em – są całkiem niezłe. Pozostałem więc przy 1,25″ 25mm SuperPlössl + Barlow ×2, co daje powiększenie (1270 × 2) / 25 = 101,6×. Nawet sam okular 25 mm pozwolił mi na ujrzenie Jowisza wraz z jego pasami chmurowymi i 3-4 księżycami (bywało, że jeden gdzieś znikał, może był przed, a może za tarczą Jowisza), a soczewka Barlow’a jeszcze tylko powiększyła obraz (i przyciemniła zarazem). Kilka dni później, około 1-szej w nocy doczekałem się Saturna. Jego pierścienie zlały się w jeden, ale ta struktura była dobrze widoczna, a nie prezentowała się jak „kółko z uszami” Było to naprawdę niesamowite. Sąsiedzi też tak uważają. 🙂

 

 

Reklamy